Po 12 miesiącach i 26 dniach wróciliśmy na PGE Narodowy, tym razem na koncert Iron Maiden. Warszawski koncert kończy europejską cześć trasy z okazji 50 lecia zespołu.
Jak można było się spodziewać zespół zapewnił wyśmienitą oprawę, wrażenia niezapomniane a jakość dzięku, cóż – poziom narodowy.
Setlista koncertu to przegląd hitów z wielu świetnych płyt:

Podobnie jak w zeszłym roku nocleg zaplanowaliśmy na Kempingu SUM, Koła nr 4 warszawskiego PZW. Świetna lokalizacja, pod stadion jeżdżą dwie linie autobusowe i na nogach da się dojść w razie potrzeby (+/- 60 minut spaceru).







Bramy PGE Narodowego otwarły się o 17, około 19 zagrał Avatar a Ironi zaczęli około 21.












Tym razem miejsca mieliśmy na wprost sceny, nisko, kilka rzędów od płyty. Pomijając to, że w tej konfiguracji scena była bardzo daleko jej widok zasłaniał namiot dźwiękowców i kamery. Awatar zabrzmiał nieźle, co dało nam cień nadziei że przynajmniej tutaj będzie fajnie słychać.
Niestety pierwszy kawałek zweryfikował nasze nadzieje. The Ides Of March zabrzmiał fatalnie. Wokal Bruce’a był totalnie przesterowany, niewyraźny a muzyka zdecydowanie za głośna. Potem z kawałka na kawałek było coraz to lepiej jednak nie do końca wiem, czy to my się przyzwyczailiśmy, czy dźwiękowcy zaczęli gmerać suwaczkami. Tak czy inaczej koncert był REWELACYJNY 🙂
Zostaw komentarz...