• Przejdź do głównej nawigacji
  • Przejdź do treści

Trip And Roll

My tu i tam. Takie tam...

  • Blog
  • Podróże
    • po Polsce
    • w Europie
  • Rower
  • Narty
  • Koncerty
  • Zdjęcia
  • Rozmaitości
  • O nas

Darek

Zalipie, Sandomierz

21 marca 2022 by Darek

Jest piątek, 18 marca i widok za oknem potwierdza to co zapowiadały prognozy pogody.
Ma być słonecznie cały weekend, zatem po południu pakujemy auto. Pierwszy nocleg chcemy zrobić w Zalipiu potem Sandomierz i może Kazimierz. Ruszamy przez Kozy, Kraków potem Tarnów.
Do Zalipia dojechaliśmy już późnym wieczorem. Nocleg kolejny raz wybraliśmy z Park4Night. Spokojne miejsce pomiędzy budynkiem Domu Malarek a szkołą. W piątek wieczorem, końcem zimy nie było tam najmniejszego ruchu. Dom Malarek niestety zamknięty jest przez cały weekend.
Sobota jest słoneczna ale jednak dość mroźna. Spacer po Zalipiu to +/- 5 km, przy czym warto udać się do Zagrody Felicji Curyłowej czyli filii Muzeum Etnograficznego w Tarnowie. Bilet kosztuje kilka złotych a domki są urocze
Chcieliśy obejrzeć jeszcze miejscowy kościół ale trafiliśy na odpust i mszę.

Jeszcze przed południem ruszyliśmy w kierunku Sandomierza. Na nocleg wybraliśmy miejscówkę koło mostu na Wiśle. Dziki i ogromny plac nad rzeką ze wspaniałym widokiem na Sandomierz nocą.


Spacer po Sandomierzu w naszym przypadku to niespełna 9 km, zaczęliśmy od Bramy Opatowskiej, potem spacer po Rynku i Podziemna Trasa Turystyczna. Po obiedzie Wąwóz lessowy Królowej Jadwigi i powrót drugą częścią miasta do samochodu. Stare miasto Sandomierza robi świetne wrażenie, jest piękne i urocze. Często przypominało mi rodzinne Bielsko. Natomiast bardzo roczarowany jestem lochami sandomierskimi. Trasa biletowana, co nie jest problemem – rozumiem, że miasto chce zarabiać na atrakcjach, ale przewodnik nudny i bez jaj a poza tym szybko i tłoczno. Grupa była tak liczna, że nie mieściliśmy się wszyscy w jednej piwnicy a samodzielnie spacerować nie wolno. Ogólnie jestem na nie – szczególnie, że większość trasy to odnowione i przeprojektowane w latach siedemdziesiątych podziemia nie mające wiele wspólnego z historycznymi lochami. Podobnie rozwiązane było zwiedzanie podziemi projektu Riese w Osówce i Walimiu – ale tam przewodnik robił dobrą robotę…
Trochę zmęczeni całym dniem wieczorem zaparkowaliśmy tuż nad brzegiem Wisły. Jeszcze przed świtem zaczęli pojawiać się wędkarze, ale i tak miejsce jest fajne nawet na dłuższy pobyt. Warunkiem jest brak opadów. Cały teren to wysokie trawy i błoto. Błoto jest dosłownie wszędzie.


W niedzielę wybraliśmy się w Góry Pieprzowe. Podjechaliśmy samochodem na maleńki parking na końcu ulicy Błonie. Są dwa miejsca parkingowe w okolicy Gór Pieprzowych i jak się okazało wybraliśmy to ciekawsze Z parkingu jest około 2 km podejścia pod szczyt góry gdzie szlak wiedzie zboczem, na którym jest największe dzikie rosarium w Europie. Podejście jest krótkie ale wbrew pozorom wcale nie najłatwiejsze. Na szczycie jest punkt widokowy i kilka ławeczek, jak również ten drugi parking w okolicy Parking należy do zlokalizowanej tutaj restauracji i początkiem marca wjazd był jeszcze zamknięty.

Po zejściu zdecydowaliśmy, że dzisiaj jednak odpuszczamy Kazimierz. Po drodze odwiedzimy jeszcze Zamek Krzyżtopór w Ujeździe i wracamy do domu.

To była dobra decyzja. Zamek robi ogromne wrażenie i zdecydowanie warto tam się wybrać, szczególnie, że jakieś 500 m od zamku jest całkiem przyjemny, dziki parking ze wspaniałym widokiem na zamek. Tym razem tylko wypiliśmy tutaj kawę, ale na stówę kiedyś wrócimy na nocleg.

W kategorii:podróże, Polska Tagi:góry, polska, samdomierz, świętokrzyskie, ujazd, zalipie

Projekt Riese

23 lutego 2022 by Darek

Kolejny wyjazd. Tym razem chcieliśmy sprawdzić jak żyje się we troje w busie. Przy okazji nowy boks na dachu i trudne warunki. Alerty RCB o silnym wietrze w całym kraju. Sprawdziło się… Wiało mocno przez całą drogę.

Skrzynię zamówiłem początkiem tygodnia. Jak sie jednak okazało po fakcie, termin dostawy był lekko abstrakcyjny. 60 dni. Udało się zatem szybko wycofać transakcję i kupić inną, dostępną od ręki. Chciałem dużą, otwieraną z dwóch stron. Padło na Modula Case System w wersji 550 litrowej. Długa na 2 metry i wysoka na prawie 50 cm. Miała dotrzeć do nas w czwartek. Nie dotarła. W piątek tuż przed wyjazdem okazało się, że kierowca z boksem stoi w urzędzie celnym w Czechowicach.


Zatem ruszamy, po drodze wrzucimy skrzynię na dach i w dalszą drogę. Tak też zrobiliśmy. Montowaliśmy trumnę na parkingu pod urzędem. Poszło bez większych problemów. W tym modelu uchwyty przykręcamy bez narzędzi. Kartony do środka i w drogę. Pierwszym celem podróży była Polanica Zdrój. Chcieliśmy tam przy okazji odwiedzić znajomych. Pojechaliśmy na Ostrawę, Opawę – szybkie zakupy po stronie czeskiej, potem Nysa, Kłodzko i w Polanicy byliśmy późnym wieczorem.


Koło 21 ruszyliśmy dalej. Pierwszy nocleg miał być w Osówce. Było już późno i na ślepo zawierzyłem nawigacji… To był duży błąd ale jakoś udało się dojechać na miejsce. Wiało przerażliwie mocno, znaleźliśmy jednak miejsce względnie osłonięte od wiatru i nie pod drzewami 🙂 Pierwszy nocleg w trójkę. Do spania miejsca jest wystarczająco dużo. Jest wygodnie jednak przemeblowanie auta i rozłożenie łóżka przy trzech osobach wewnątrz jest już dość uciążliwe. Szczególnie gdy za zewnątrz leje, wieje i temperatura w okolicach zera.
Sobota to zwiedzanie Osówki i przejazd na drugą stronę góry do Sztolni w miejscowości Walim.

Byliśmy wykończeni. Po późnym obiedzie zapadła decyzja, że nocleg robimy na parkingu pod Zamkiem Książ w Wałbrzychu. Parking jest płatny, za busa 15 zł. Według informacji z park4night miały być toalety. Owszem, są ale czynne tylko w sezonie do tego w czasie obecności parkingowego – od rana do wieczora.
Kolejny dzień to zwiedzanie zamku Książ i piesza wycieczka do Starego Książa.

Wracaliśmy A4. Pierwszy raz od zlikwidowania bramek. Ehh. Po walce z kilkoma różnymi aplikacjami do opat autostradowych finalnie udało się zakupić bilet w appce usługi mPay. Ogólnie to temat na dłuższy wywód jak skutecznie uprzykrzyć życie kierowcom. Innym razem o tym.

Cała przejechana droga to 700 km przy bardzo mocnym wietrze i z boksem na dachu. Spalanie wyszło około 1,5 litra wyższe niż w czasie wycieczki do Eger, przy czym naiwnie zakładam, że głównie z powodu wiatru.

W kategorii:podróże, Polska Tagi:dolnośląskie, polska, riese, wałbrzych

Węgry w lutym… Eger i Tokaj

7 lutego 2022 by Darek

Przez 77 dni samochód był u blacharza.

Blisko 3 miesiące niecierpliwego oczekiwania. W tym czasie planowaliśmy wyjazd zaraz po odbiorze T4. Taki testowy, względnie krótki. Miało być polskie morze zimą. Hel.

W końcu nadszedł ten dzień i zadzwonił mechanik. Gotowe, zatem jedziemy. Prognozy pogody były jednak wyjątkowo zgodne. Nad morzem będzie lało cały weekend.

Przegląd internetu i szybka decyzja… Węgry – tam świeci słońce. Padło na Eger i Tokaj. W Eger byłem kilkanaście lat temu, Tokaj mieliśmy odwiedzić po raz pierwszy.

Pojechaliśmy na Korbielów i Słowację. Z wyjątkiem Bańskiej Bystrzycy droga całkiem znośna jak na początek lutego. Kilkadziesiąt kilometrów przed granicą węgierką kontrola drogowa. Żadnych pytań o szczepienia, maseczki, cokolwiek… tylko alkomat.

Po dotarciu do Eger skierowaliśmy się od razu do Doliny Pięknej Pani (Szépasszony-völgy) zlokalizowanej niedaleko centrum. Oprócz niezliczonej ilości piwnic ze znakomitym i tanim winem znajdziecie tam rownież duży i spokojny o tej porze roku parking.

Dolinę pamiętam jako zatłoczoną i gwarną ale ostatnio byłem tutaj w sezonie. Teraz część piwnic było zamkniętych, turystów jak na lekarstwo a w tych otwartych pustki. Wino jednak wyborne i tanie. W lokalnej knajpce zjedliśmy późny obiad (w cenie podobnej jak w Polsce) i udaliśmy się na obchód piwnic i degustację win.

Sobota obudziła nas piękną i słoneczną pogodą. Nie mieliśmy jeszcze zasłon na okna więc pobudka była o bladym świcie. Szybkie śniadanie i piesza wycieczka do Eger. Kilkanaście minut marszu do zabytkowego centrum gdzie znajdziecie sporo zabytków i ciekawych miejsc. Tym razem skupiliśmy się na Zamku i Egri Road Beatles Museum – funkcjonującym od 2015 roku, jedynym w tej części Europy 🙂

Wieczorem Tokaj. Przyznam szczerze, że nie odrobiłem zadania domowego i nie zrobiłem reserdżu. Naiwnie pomyślałem, że skoro Tokaj jako wino jest bardziej znany i ceniony niźli Egri Bikaver to miasto będzie conajmniej wielkości Eger, jak nie okazalsze. Oj, jakie było nasze zdziwienie po dotarciu na miejsce. Urocze miejsce… to fakt. Ale lepiej sami się tam wybieżcie aby porównać.

Nocleg to nasz pierwszy romans z aplikacją Park4Night. Romans udany, miejscówka okazała się całkiem fajna, tuż na rzeką Cisą, kilka minut piechotą od centum miasteczka.

Jesteśmy amatorami głównie czerwonego, wytrawnego wina, a dotarliśmy do mekki wina białego. Ze sklepów w Polsce, Takaj znam głównie z win słodkich tutaj jednak bez problemu znaleźliśmy mnóstwo win wytrawnych. Nie było gorzej niż w Eger, oj, nie…

W kategorii:Europa, podróże, Węgry Tagi:europa, węgry, winnym szlakiem

Bagażniki

1 lutego 2022 by Darek

Odkąd pamiętam chciałem duży samochód, taki w którym można wygodnie spać. Najpierw myślałem o kamperze. Jednak marzenia swoje a życie swoje… zatem długi czas duże auto pozostawało tylko w sferze życzeń.

Życie tak się jednak poukładało, że przez kilkadziesiąt miesięcy miałem okazję żyć w busie – tak dosłownie żyć. Pracowałem jako busiarz. Najpierw jeździłem Boxerem z kurnikiem, potem Masterką w twincabie, aż w końcu znów wylądowałem w kurniku. Ten czas i przejechane blisko 200 tys. km pomogło mi zweryfikować moje podejście do dużego auta.

Doszedłem do wniosku, że kamper to jednak nie moja bajka. Pierwsze to cena. Drugie to gabaryty i funkcjonalność. Fakt, mieszka się wygodnie jednak trudno używać go jako samochodu miejskiego i codziennego. Poza tym rzuca się w oczy i nie wszędzie wolno zaparkować. Kilka razy byłem świadkiem jak kampery były przeganiane ze zwykłych parkingów.

Będzie bus. Tylko jaki? Pierwszym pomysłem była blaszanka z zabudową mieszkalną. Ale tutaj znów pojawił się problem funkcjonalności. Zatem co? Wtedy pierwszy raz zobaczyłem wnętrze Multivana z rozkładaną kanapą. To było to. Zwykły osobowy bus z możliwością spania.

Decyzja zapadła. Volkswagen Transporter T4 Multivan, jednak trochę zmodyfikowany pod moje potrzeby.

Przede wszystkim powierzchnia bagażowa. Rozkładana kanapa to mniejszy bagażnik. Zatem naturalnym rozwiązaniem wydawał mi się boks dachowy. Przegląd internetu i wybrałem dużą, 550 litrową skrzynię z włoskiej Modula Case System. Wymiary fajne, jakość dobra a cena jeszcze rozsądna w stosunku do bardziej znanych producentów.

Moja teczwórka nie ma relingów więc potrzebny był bagażnik i belki dachowe. Kupiłem najpierw 2 sztuki jednak niebawem musiałem dokupić trzecią, ale o tym później.

Bagażnik to hiszpański Cruz Cargo XPro o belkach przekroju 35×35 mm. W przypadku rocznika mojego auta nie mam wielkiego wyboru więc kupiłem co było. Na ten moment nie mam na co narzekać.

Skrzynia jest długa na dwa metry, uchwyty regulowane w przedziale od 80 do 120 cm. Po co zatem 3 belka dachowa?

Wymyśliłem sobie markizę montowaną na bagażniku. Nie w kasecie przykręcanej do karoserii jak w przypadku rozwiązań Thule czy Fiamma tylko w pokrowcu montowanym właśnie do bagażnika. Ma ona dwa zasadnicze atuty. Cena i brak dziur w karoserii. Takie markizy sprzedaje bielska Cortima. Latem zapewne będę mógł coś więcej powiedzieć na ten tamat ponieważ na razie nie było jeszcze okazji sprawdzić jej praktycznie w terenie. Adapter z pokrowcem jest długi na 260 cm, natomiast sama markiza ma 245 cm na 212 cm.

Zostały jeszcze rowery. Głównie będę potrzebował zabrać dwa ale zdarza się, że jeździmy w trójkę.

Mam hak, mam również bagażnik rowerowy na hak do osobówki, jednak po zamontowaniu tego bagażnika nie otworzę klapy z tyłu. Wiem, że istnieją adaptery przedłużające do haka jednak dość szybko stwierdziłem, że nie będę kombinował i kupiłem dedykowany bagażnik na klapę z Fiammy. Przy okazji montażu bagażnika rowerowego okazało się wprawdzie, że muszę również wymienić sprężyny gazowe w klapie, ale nie jest to ani skomplikowane, ani drogie. Oryginalne były o sile 830N i klapa zamykała się samoczynnie pod ciężarem bagażnika. Pewnie dlatego, że sprężyny miały już blisko 24 lata ale było to dość uciążliwe. Wprawdzie daliśmy radę objechać w ten sposób jedną trasę, ale zaraz po powrocie zamówiłem nowe o sile 910N. 10 minut roboty i klapa trzyma się sama 🙂

W kategorii:samochód Tagi:bagażnik, serwis, t4

Naprawa blacharska

20 listopada 2021 by Darek

W drugim tygodniu listopada zawiozłem samochód do blacharza. Wstępnie ustaliliśmy zakres prac i termin.

+/- 3 miesiące brzmiało jak wyrok. Dopiero co go kupiłem a już miałem pozbyć się samochodu na blisko kwartał. Trudno, sam chciałem.

Prace obejmowały:

  • Wycięcie oraz wstawienie poszycia błotników przednich, wewnętrze i zewnętrzne.
  • Wycięcie i wstawienie stopni progowych, wewnątrz i zewnątrz.
  • Wycięcie częściowe oraz wstawienie, bocznych poszyć.
  • Wycięcie oraz wstawienie nowych progów.
  • Wycięcie oraz wstawienie tylnych nadkoli.
  • Naprawa blacharska tylnej klapy, dachu i podszybia.
  • Wycięcie oraz wstawienie szyby czołowej.
  • Demontaż oraz naprawa tylnego i przedniego zderzaka (spawanie plastiku).
  • Naprawa uszkodzeń mechanicznych w drzwiach (prawa, lewa strona) oraz w drzwiach przesuwnych.
  • Cynowanie spawów łączeń blach.
  • Zabezpieczenie epoksydem naprawianych elementów.
  • Podkładowanie podkładem wypełniającym naprawianych elementów.
  • Lakierowanie wszystkich elementów.
  • Konserwacja.

W kategorii:samochód Tagi:blacharz, serwis, t4

Transporter T4

13 listopada 2021 by Darek

Początek

Historia naszego samochodu zaczyna się 29 grudnia 1998 roku w Volkswagen AG Werk Hannover. Ostatni udokumentowany w książce serwisowej przegląd wykonany był latem 2018 roku przy przebiegu niespełna 350 tys km. Wszystkie przeglądy były wykonane w okolicach miasta Landsberg co pozwala przypuszczać, że auto w Niemczech nie zmieniało właściciela.

Końcem lata 2020 samochód został sprowadzony do Polski i od sierpnia do października zostały wymienione:

  • klocki hamulcowe
  • koło pasowe
  • sprzęgło
  • pompa sprzęgła
  • rozrząd
  • koło DMF
  • komplet płynów
  • pasek napędowy

Końcem października kupiliśmy samochód od pierwszego polskiego właściciela z przebiegiem 400 tys km.

Mechanicznie samochód był w bardzo dobrym stanie, zadbany w środku, wymagał jednak gruntownych poprawek blacharskich. Bardzo gruntownych 🙂

Trochę technikaliów i wyposażenie:

  • model: (7DC) Volkswagen Transporter T4 Multivan Atlantis,
  • kolor: (LW5Y) Technoblau,
  • rok produkcji: 1998,
  • silnik: (AHY) TDi 2,5 l., 111 KW, 150 koni, 5 cylindrów,
  • klimatronik dwustrefowy, rozkładana kanapa, stolik, lodówka, ogrzewanie postojowe wodne (uszkodzone), dwa akumulatory,
  • zarejestrowany na 7 osób, hak.

W planach do zrobienia w pierwszej kolejności:

  • blacharka
  • ogrzewanie postojowe powietrzne
  • markiza, zasłonki, szyby
  • bagażnik dachowy i rowerowy

Po kilku testowych przejażdżkach w drugim tygodniu listopada samochód trafił na blisko 3 miesiące do blacharza.

W kategorii:samochód Tagi:t4

  • « Idź do Poprzednia strona
  • Strona 1
  • Pominięto strony tymczasowe …
  • Strona 7
  • Strona 8
  • Strona 9
  • Strona 10
  • Idź do Następna strona »

© 2021–2026 · Trip'n'Roll · wszystkie prawa zastrzeżone