• Przejdź do głównej nawigacji
  • Przejdź do treści

Trip And Roll

My tu i tam. Takie tam...

  • Blog
  • Podróże
    • po Polsce
    • w Europie
  • Rower
  • Narty
  • Koncerty
  • Zdjęcia
  • Rozmaitości
  • O nas

podróże

Wielka Racza

27 marca 2022 by Darek

Po powrocie z jury wymyśliliśmy sobie skitury. Ostatni tydzień był wyjątkowo ciepły, do tego powoli zbliża się koniec sezonu więc założyliśmy, że jedynie na naśnieżanych trasach będzie jeszcze wystarczająco dużo śniegu. Wielka Racza – tak wybrał prawie ślepy los Ani 🙂

W piątek wieczorem pojechaliśmy przez Zwardoń do Oščadnicy, tam winko, spanie i poranne wyjście na narty. Zaparkowaliśmy na parkingu pod dolną stacją wyciągu Dedovka. Parking bezpłatny, bardzo duży i spokojny.

Rano, kilka minut po 8 wyruszyliśmy niebieską trasą do góry. Wyciąg już działał ale nie było jeszcze wielu narciarzy. Najpierw podejście pod górną stację Dedovki, potem przez Panoramę do górnej stacji wyciągu Laliki. Tam skończyły się trasy narciarskie. Na szczyt i do schroniska podeszliśmy lasem. Pogoda był wyśmienita, ciepło i prawie żadnej chmury na niebie.

Po odpoczynku na szczycie zjechaliśmy na dół tą samą trasą co podchodziliśmy.

Powrót do domu przez Cadcę i Cieszyn. Trochę dalej ale droga lepsza i po drodze szansa na zakupy w Słowacji.

W kategorii:podróże, Polska, Słowacja Tagi:europa, narty, skitour, słowacja, śnieg, zima

Olsztyn

23 marca 2022 by Darek

Po powrocie z Sandomierza pogoda cały czas była wyśmienita. Prognozy zapowiadały pogorszenie dopiero końcem tygodnia. Po moich busowych wyjazdach zostało nam jeszcze kilka jednorazowych grili więc trzeba wygrzać się trochę w słońcu i zjeść jakąś kiełbachę.
Jedziemy na Jurę.
Jak zwykle na miejsce dotarliśmy późnym wieczorem. Wybór odpowiedniej miejscówki na nocleg po ciemku, w nowym miejscu, wcale nie należy do najłatwiejszych. Jak się rano okazało trafiliśmy całkiem przyzwoicie tym razem za pomocą aplikacji „Grupa Biwakowa”. To polski odpowiednik „Park4night” z dość prężną grupą na FB, stroną i apką na telefony. Mniej intuicyjna i dopracowana ale z większą ilością opisanych lokalizacji w kraju. Moim pierwszym wyborem nadal zostaje „Park4night” ale „Grupy Biwakowej” nie usuwam jeszcze z telefonu, zobaczymy.

Słoneczny poranek w środku tygodnia w Olsztynie był nadzwyczaj spokojny. Na ogromnym placu za zamkiem dopiero przed południem pojawiło się kilka samochodów. Na parkingach od strony drogi i głównego wejścia trochę większy ruch ale na zamku nie było tłoczno. Po spacerze przestawiliśmy auto w bardziej ustronne miejsce pod lasem i zaczęliśmy przygotowywać obiad. Pierwszy raz przydała się nowa markiza w aucie.

Po kilkugodzinnym luzowaniu się w słońcu pojechaliśmy na Mirów i Bobolice, jednak oba zamki były zamknięte. Pozostał nam już tylko powrót do domu przez Dąbrowę Górniczą.

W kategorii:podróże, Polska Tagi:jura krakowsko-częstochowska, polska, śląskie, zamki

Zalipie, Sandomierz

21 marca 2022 by Darek

Jest piątek, 18 marca i widok za oknem potwierdza to co zapowiadały prognozy pogody.
Ma być słonecznie cały weekend, zatem po południu pakujemy auto. Pierwszy nocleg chcemy zrobić w Zalipiu potem Sandomierz i może Kazimierz. Ruszamy przez Kozy, Kraków potem Tarnów.
Do Zalipia dojechaliśmy już późnym wieczorem. Nocleg kolejny raz wybraliśmy z Park4Night. Spokojne miejsce pomiędzy budynkiem Domu Malarek a szkołą. W piątek wieczorem, końcem zimy nie było tam najmniejszego ruchu. Dom Malarek niestety zamknięty jest przez cały weekend.
Sobota jest słoneczna ale jednak dość mroźna. Spacer po Zalipiu to +/- 5 km, przy czym warto udać się do Zagrody Felicji Curyłowej czyli filii Muzeum Etnograficznego w Tarnowie. Bilet kosztuje kilka złotych a domki są urocze
Chcieliśy obejrzeć jeszcze miejscowy kościół ale trafiliśy na odpust i mszę.

Jeszcze przed południem ruszyliśmy w kierunku Sandomierza. Na nocleg wybraliśmy miejscówkę koło mostu na Wiśle. Dziki i ogromny plac nad rzeką ze wspaniałym widokiem na Sandomierz nocą.


Spacer po Sandomierzu w naszym przypadku to niespełna 9 km, zaczęliśmy od Bramy Opatowskiej, potem spacer po Rynku i Podziemna Trasa Turystyczna. Po obiedzie Wąwóz lessowy Królowej Jadwigi i powrót drugą częścią miasta do samochodu. Stare miasto Sandomierza robi świetne wrażenie, jest piękne i urocze. Często przypominało mi rodzinne Bielsko. Natomiast bardzo roczarowany jestem lochami sandomierskimi. Trasa biletowana, co nie jest problemem – rozumiem, że miasto chce zarabiać na atrakcjach, ale przewodnik nudny i bez jaj a poza tym szybko i tłoczno. Grupa była tak liczna, że nie mieściliśmy się wszyscy w jednej piwnicy a samodzielnie spacerować nie wolno. Ogólnie jestem na nie – szczególnie, że większość trasy to odnowione i przeprojektowane w latach siedemdziesiątych podziemia nie mające wiele wspólnego z historycznymi lochami. Podobnie rozwiązane było zwiedzanie podziemi projektu Riese w Osówce i Walimiu – ale tam przewodnik robił dobrą robotę…
Trochę zmęczeni całym dniem wieczorem zaparkowaliśmy tuż nad brzegiem Wisły. Jeszcze przed świtem zaczęli pojawiać się wędkarze, ale i tak miejsce jest fajne nawet na dłuższy pobyt. Warunkiem jest brak opadów. Cały teren to wysokie trawy i błoto. Błoto jest dosłownie wszędzie.


W niedzielę wybraliśmy się w Góry Pieprzowe. Podjechaliśmy samochodem na maleńki parking na końcu ulicy Błonie. Są dwa miejsca parkingowe w okolicy Gór Pieprzowych i jak się okazało wybraliśmy to ciekawsze Z parkingu jest około 2 km podejścia pod szczyt góry gdzie szlak wiedzie zboczem, na którym jest największe dzikie rosarium w Europie. Podejście jest krótkie ale wbrew pozorom wcale nie najłatwiejsze. Na szczycie jest punkt widokowy i kilka ławeczek, jak również ten drugi parking w okolicy Parking należy do zlokalizowanej tutaj restauracji i początkiem marca wjazd był jeszcze zamknięty.

Po zejściu zdecydowaliśmy, że dzisiaj jednak odpuszczamy Kazimierz. Po drodze odwiedzimy jeszcze Zamek Krzyżtopór w Ujeździe i wracamy do domu.

To była dobra decyzja. Zamek robi ogromne wrażenie i zdecydowanie warto tam się wybrać, szczególnie, że jakieś 500 m od zamku jest całkiem przyjemny, dziki parking ze wspaniałym widokiem na zamek. Tym razem tylko wypiliśmy tutaj kawę, ale na stówę kiedyś wrócimy na nocleg.

W kategorii:podróże, Polska Tagi:góry, polska, samdomierz, świętokrzyskie, ujazd, zalipie

Projekt Riese

23 lutego 2022 by Darek

Kolejny wyjazd. Tym razem chcieliśmy sprawdzić jak żyje się we troje w busie. Przy okazji nowy boks na dachu i trudne warunki. Alerty RCB o silnym wietrze w całym kraju. Sprawdziło się… Wiało mocno przez całą drogę.

Skrzynię zamówiłem początkiem tygodnia. Jak sie jednak okazało po fakcie, termin dostawy był lekko abstrakcyjny. 60 dni. Udało się zatem szybko wycofać transakcję i kupić inną, dostępną od ręki. Chciałem dużą, otwieraną z dwóch stron. Padło na Modula Case System w wersji 550 litrowej. Długa na 2 metry i wysoka na prawie 50 cm. Miała dotrzeć do nas w czwartek. Nie dotarła. W piątek tuż przed wyjazdem okazało się, że kierowca z boksem stoi w urzędzie celnym w Czechowicach.


Zatem ruszamy, po drodze wrzucimy skrzynię na dach i w dalszą drogę. Tak też zrobiliśmy. Montowaliśmy trumnę na parkingu pod urzędem. Poszło bez większych problemów. W tym modelu uchwyty przykręcamy bez narzędzi. Kartony do środka i w drogę. Pierwszym celem podróży była Polanica Zdrój. Chcieliśmy tam przy okazji odwiedzić znajomych. Pojechaliśmy na Ostrawę, Opawę – szybkie zakupy po stronie czeskiej, potem Nysa, Kłodzko i w Polanicy byliśmy późnym wieczorem.


Koło 21 ruszyliśmy dalej. Pierwszy nocleg miał być w Osówce. Było już późno i na ślepo zawierzyłem nawigacji… To był duży błąd ale jakoś udało się dojechać na miejsce. Wiało przerażliwie mocno, znaleźliśmy jednak miejsce względnie osłonięte od wiatru i nie pod drzewami 🙂 Pierwszy nocleg w trójkę. Do spania miejsca jest wystarczająco dużo. Jest wygodnie jednak przemeblowanie auta i rozłożenie łóżka przy trzech osobach wewnątrz jest już dość uciążliwe. Szczególnie gdy za zewnątrz leje, wieje i temperatura w okolicach zera.
Sobota to zwiedzanie Osówki i przejazd na drugą stronę góry do Sztolni w miejscowości Walim.

Byliśmy wykończeni. Po późnym obiedzie zapadła decyzja, że nocleg robimy na parkingu pod Zamkiem Książ w Wałbrzychu. Parking jest płatny, za busa 15 zł. Według informacji z park4night miały być toalety. Owszem, są ale czynne tylko w sezonie do tego w czasie obecności parkingowego – od rana do wieczora.
Kolejny dzień to zwiedzanie zamku Książ i piesza wycieczka do Starego Książa.

Wracaliśmy A4. Pierwszy raz od zlikwidowania bramek. Ehh. Po walce z kilkoma różnymi aplikacjami do opat autostradowych finalnie udało się zakupić bilet w appce usługi mPay. Ogólnie to temat na dłuższy wywód jak skutecznie uprzykrzyć życie kierowcom. Innym razem o tym.

Cała przejechana droga to 700 km przy bardzo mocnym wietrze i z boksem na dachu. Spalanie wyszło około 1,5 litra wyższe niż w czasie wycieczki do Eger, przy czym naiwnie zakładam, że głównie z powodu wiatru.

W kategorii:podróże, Polska Tagi:dolnośląskie, polska, riese, wałbrzych

Węgry w lutym… Eger i Tokaj

7 lutego 2022 by Darek

Przez 77 dni samochód był u blacharza.

Blisko 3 miesiące niecierpliwego oczekiwania. W tym czasie planowaliśmy wyjazd zaraz po odbiorze T4. Taki testowy, względnie krótki. Miało być polskie morze zimą. Hel.

W końcu nadszedł ten dzień i zadzwonił mechanik. Gotowe, zatem jedziemy. Prognozy pogody były jednak wyjątkowo zgodne. Nad morzem będzie lało cały weekend.

Przegląd internetu i szybka decyzja… Węgry – tam świeci słońce. Padło na Eger i Tokaj. W Eger byłem kilkanaście lat temu, Tokaj mieliśmy odwiedzić po raz pierwszy.

Pojechaliśmy na Korbielów i Słowację. Z wyjątkiem Bańskiej Bystrzycy droga całkiem znośna jak na początek lutego. Kilkadziesiąt kilometrów przed granicą węgierką kontrola drogowa. Żadnych pytań o szczepienia, maseczki, cokolwiek… tylko alkomat.

Po dotarciu do Eger skierowaliśmy się od razu do Doliny Pięknej Pani (Szépasszony-völgy) zlokalizowanej niedaleko centrum. Oprócz niezliczonej ilości piwnic ze znakomitym i tanim winem znajdziecie tam rownież duży i spokojny o tej porze roku parking.

Dolinę pamiętam jako zatłoczoną i gwarną ale ostatnio byłem tutaj w sezonie. Teraz część piwnic było zamkniętych, turystów jak na lekarstwo a w tych otwartych pustki. Wino jednak wyborne i tanie. W lokalnej knajpce zjedliśmy późny obiad (w cenie podobnej jak w Polsce) i udaliśmy się na obchód piwnic i degustację win.

Sobota obudziła nas piękną i słoneczną pogodą. Nie mieliśmy jeszcze zasłon na okna więc pobudka była o bladym świcie. Szybkie śniadanie i piesza wycieczka do Eger. Kilkanaście minut marszu do zabytkowego centrum gdzie znajdziecie sporo zabytków i ciekawych miejsc. Tym razem skupiliśmy się na Zamku i Egri Road Beatles Museum – funkcjonującym od 2015 roku, jedynym w tej części Europy 🙂

Wieczorem Tokaj. Przyznam szczerze, że nie odrobiłem zadania domowego i nie zrobiłem reserdżu. Naiwnie pomyślałem, że skoro Tokaj jako wino jest bardziej znany i ceniony niźli Egri Bikaver to miasto będzie conajmniej wielkości Eger, jak nie okazalsze. Oj, jakie było nasze zdziwienie po dotarciu na miejsce. Urocze miejsce… to fakt. Ale lepiej sami się tam wybieżcie aby porównać.

Nocleg to nasz pierwszy romans z aplikacją Park4Night. Romans udany, miejscówka okazała się całkiem fajna, tuż na rzeką Cisą, kilka minut piechotą od centum miasteczka.

Jesteśmy amatorami głównie czerwonego, wytrawnego wina, a dotarliśmy do mekki wina białego. Ze sklepów w Polsce, Takaj znam głównie z win słodkich tutaj jednak bez problemu znaleźliśmy mnóstwo win wytrawnych. Nie było gorzej niż w Eger, oj, nie…

W kategorii:Europa, podróże, Węgry Tagi:europa, węgry, winnym szlakiem

Przełęcz Obidza

12 listopada 2021 by Darek

Pierwszy, testowy wyjazd z noclegiem w samochodzie.

Pomysł na miejsce urodził się po lekturze książki „Niesamowita Polska” Karola i Aleksandry Lewandowskich z „Busem przez świat”. Decyzja wyjazdu zapadła szybko i spontanicznie. Okolice Szczawnicy znam dość dobrze, bywałem tam regularnie przez wiele lat, jednak na przełęcz nigdy nie dotarłem.

Samochodem można tam dojechać wąską drogą od strony Piwnicznej. Na miejscu byliśmy około 22. W listopadzie to już środek nocy 🙂 W okolicznych (nielicznych zresztą) domach było już ciemno, skończył się asfalt na drodze i pojawił się znak zakazu wjazdu. Opisanego w lekturze parkingu nie było widać. Po szybkim obchodzie okolicy i rozmowie z właścicielem bacówki na końcu drogi okazało się, że całkiem przyjemny parking znajduje się kilkanaście metrów za znakiem zakazu. Kilka wiat i spory placyk osłonięty drzewami.

Poranek obudził nas przymrozkiem i pięknym widokiem na Tatry z pobliskiej polany. W tym czasie nie mieliśmy jeszcze ogrzewania postojowego, jednak śpiwory dały radę.

Pusty wieczorem parking powoli zapełniał się samochodami.

W kategorii:podróże, Polska Tagi:beskid sądecki, beskidy, góry, pieniny, polska

  • « Idź do Poprzednia strona
  • Strona 1
  • Pominięto strony tymczasowe …
  • Strona 3
  • Strona 4
  • Strona 5

© 2021–2026 · Trip'n'Roll · wszystkie prawa zastrzeżone